niedziela, 27 października 2013

Rozdział 1

Rodzice znowu nieźle mnie wkurzyli. Właśnie miałam wyjść ze znajomymi, ale "nie, bo masz gości. Ble ble ble". Co to za goście do cholery? Na pewno nie są ważniejsi od moich przyjaciół, ba! Nikt nie jest od nich ważniejszy.
 Z niecierpliwością czekałam na owych  przybyszów. Chciałam się z nimi przywitać i wreszcie gdzieś wyjść. Dopiero po niecałych dwóch godzinach usłyszałam głos matki:
M: Rose przyjechali, możesz tu zejść?! - Zwinnym ruchem podniosłam się z łóżka i odłożyłam na bok moją ukochaną gitarę, po czym szybko pobiegłam na dół:
R: O, kogo my tu mamy? - Zatrzymałam się na ostatnim schodzie i oparłam o ścianę krzyżując ręce na piersiach, gdy u drzwi wejściowych ujrzałam mojego starszego brata. Nie spodziewałam  się tu akurat jego i po co niby mam być w domu podczas jego odwiedzin?? -
M: Nie przejmuj się synku, wiesz jaka ona jest. - Nagle znikąd pojawił się nasz tata. -
T: O, Liam jesteś! Jak miło cię widzieć! Choć pogadamy. - Przywitał się i zabrał go do salonu. -
R: Mamo co tu jest grane?
M: Zaraz wszystkiego się dowiesz. - Zastanawiałam się jeszcze nad jednym. Mama mówiła, że będą to goście, a nie gość. Spodziewałam się najgorszego. Bałam się, że przyjechał z tym swoim zespołem. Ugh.... Chociaż z drugiej stromy oni są seksowni.
 Siedzieliśmy już wszyscy w salonie, a ja nadal nie wiedziałam po co to całe zamieszanie -
R: Powie mi ktoś wreszcie po jakiego hh...grzyba on tu przyjechał i co to ma wspólnego ze mną?
M: No dobrze, słuchaj...Wiesz, że jesteś trudnym dzieckiem. My z ojcem nie mamy pomysłów jak nad tobą zapanować, wiesz, że masz problem...Są wakacje, może to czas, żeby zmienić otoczenie, spróbować zmienić...Siebie.
R: O czym ty do mnie mówisz?! Po chuj mam się zmieniać?! Jakie otoczenie? Dajcie mi spokój. Nie chcę mi się z wami gadać! - Powiedziałam i wybiegłam z domu, przed którym na kogoś wpadłam, ten ktos okazał się być kolesiem z zespołu Liama. Zayn jak się nie mylę. Stał na chodniku przed moim domem i palił papierosa, za nim na ulicy stał wielki autobus z napisem One Direction, w której jak przypuszczałam, znajdowała się reszta bandu. Olałam go i poszłam dalej. "Włuczyłam się" po okolicy do północy. Gdy wróciłam do domu, nie było ani autobusu, ani mojego brata. Miałam nadzieję, że to koniec tego całego przedstawienia...


_____________________________________________________
Pierwszy rozdział nie jest taki ciekawy, ale Rose dopiero się rozkręca, mam nadzieję, że nie zrezygnujecie z czytania i poczekacie na cz.2 /Olivka
                                           

1 komentarz: